Dwa kartony kapeluszy i siatka na motyle.

P5130023 x

/ fot. skrawek strychu

quotationWdepnęłyśmy w trójkąt bermudzki, w którym przeprowadzki nigdy się nie kończą. Ja ledwo zdążyłam zejść z kartonów i wejść do szaf, kiedy Koleta zdała sobie sprawę, że po przeprowadzce nie ma w sumie nic swojego, chodzi w cudzych dresach, maluje się pożyczoną pomadką, a włosy związuje gumką recepturką zdjętą z pęczka natki pietruszki.
Czytaj dalej

Kolorowe chustki w oknie pociągu, czyli zapomniana pocztówka z Podlasia.

/ fot. wiosenna kapliczka w Białostockim Muzeum Wsi

Brzozy uciekają szybciej niż myśli i tylko różowe chmury ani drgną, jak obłoki waty cukrowej wbite na niewidzialne patyki. Pociąg jedzie od jakichś 40 minut, a ja już zdążyłam się nauczyć na pamięć zacieków na szybie i twarzy współpasażerów, bo wszyscy zgodnie śpią. Zmęczeni drogą, która dopiero się zaczęła i będzie trwała aż zmieni się data w kalendarzu. Pełni mazurków, chrzanu i babek wielkanocnych z ajerkoniakiem. Pan przede mną rozciąga się od ściany do ściany, guzik od spodni wbija mu się w balon brzucha i tylko kod społeczny alb sen powstrzymały go przed jego rozpięciem.

Czytaj dalej

2 + 3, czyli magiczne święta z PKP.

Mięciusz

/ fot. dachowiec na walizce

Pociąg relacji Kraków – Grodno. Wsiadam do przedziału 4:40. Odjazd za 15 minut. Pociąg śpi, wagony pogaszone. A że to pociąg z tak zwaną całkowitą rezerwacją miejsc kieruję się do swojego przedziału. A w nim zakonnica, dwójka dzieci z cygańską aparycją i koty, też w liczbie dwóch. Czytaj dalej

Pluton na lustrze i popcorn na dywanie.

bright

/ fot. planety na lustrze i inne rozmaitości

quotationStrych pełen był jej zdjęć, tablic korkowych z poprzyczepianymi zasuszonymi mleczami i słomkowych kapeluszy zawieszonych na gwoździach wystających ze ścian. Pod sufitem wisiał pingwin, który udawał, że jest z kryształu. Podłoga zasłana była próbkami tekstów i brudnymi ubraniami.

Czytaj dalej

Na ulicy Siedmiu Boleści 12, czyli szukanie mieszkania w Krakowie.

xxxx

/ fot. fragment strychu, który wygrał casting

quotationWracając z tego końca świata znajduję na śmietniku dwóch bezdomnych, prawie równie bezdomnych jak ja i piękną wiklinową szafkę, na której polewają spirytus. Daję im piątaka na piwo, a kiedy puszczają się chwiejnym krokiem do Żabki, biorę pod pachę mebel i zbiegam ze śmietnika w kierunku przystanku Bratysławska.

Wystukuję w nawigacji Jaxy Gryfity. To najdziwniejsza nazwa ulicy, jaką dotąd słyszałam. Blisko Błoni, blisko rzeki, blisko centrum świata. Narzucam na siebie ponczo w azteckie wzory i dwadzieścia minut później już mam pukać do drzwi, tyle, że drzwi nie ma.
Czytaj dalej