Weekendowy kurs, kilkudniowa śnieżyca i życiowy game changer.

woń migdałów edytka

/ fot. ,,Morderstwa i woń migdałów”

Camilla Läckerberg, ,,Morderstwa i woń migdałów”. Na zbiór składają się: 3 nowele, minipowieść ,,Zamieć śnieżna i woń migdałów” i historia autorki, która, tak jak ja, którejś jesieni poszła na weekendowy kurs pisania powieści. Kurs zasponsorowała jej matka i ówczesny mąż. W jej przypadku był to kurs pisania kryminałów (o innym gatunku nie było mowy) i dla autorki był to totalny game changer. Wykończenie i opublikowanie debiutanckiej powieści zajęło jej trzy lata.

Czytaj dalej

Randka na Wieży Mariackiej i inne sztosy pod osłoną nocy.

PC120106
/ fot. wiatr na mieście

Agata, napisane szybko i niezdarnie, przerywającym markerem, jakby się komuś bardzo spieszyło. Wzdycham i przypinam plakietkę do mojej bluzy w planety, ,,w widocznym miejscu”. Stolik numer jeden stoi zaraz przy wejściu do sali. Opadam na krzesło bez większego przekonania i gracji i zabieram się za leżąca na nim kartkę. 5 Piotrków i kilku nosicieli bardziej wymyślnych imion. Trafia się nawet Gniewko.

Czytaj dalej

Gaz, gwoździe i sto metrów sześciennych smogu.

farelkos

/ fot. farelka

Dzwonka u drzwi nie ma, a zamiast numerka powoli odkleja się na rogach naklejka z pobliskiego studia tatuażu. Wydziarana dziewczyna z kwiatami wyrastającymi z głowy trzyma w rękach napis studia. Mogliby chociaż na laminacie wydrukować, a nie na zwykłym papierze, blaknącym szybciej niż bilet PKP. Wzdycham i wchodzę po omacku, bo dobrze znam to miejsce. Po czym padam jak nietoperz, któremu wyłączono geolokację. Po drugiej stronie ktoś zabrał schodkowany próg. Czytaj dalej

Hera, koka, hasz, Lizbona.

P1100365xx

/ fot. lizońskie murale

Okulary przeciwsłoneczne, okulary przeciwsłoneczne! Rządek okularów dynda na grubym, parcianym sznurku. Ciemne szkła niemrawo odbijają styczniowe, południowe słońce jak leśne żuki. Kto to kupuje, zastanawiam się, grzecznie odpowiadając trochę zbyt nachalnemu sprzedawcy, że nie jesteśmy zainteresowane zakupem. Ten naciera na nas jeszcze raz, potrząsając sznurem z okularami jak choinkowym łańcuchem. Uchyla przy tym ortalionową wiatrówkę i cicho acz dobitnie cedzi przez zęby: “marihuana, haszysz, kokaina?”. Po wewnętrznej stronie kurtki, w równym rządku, wyeksponowane lepiej niż okulary, wiszą woreczki strunowe z marihuaną, haszyszem i białym proszkiem – kokainą. Czytaj dalej