Kolorowe chustki w oknie pociągu, czyli zapomniana pocztówka z Podlasia.

/ fot. wiosenna kapliczka w Białostockim Muzeum Wsi

Brzozy uciekają szybciej niż myśli i tylko różowe chmury ani drgną, jak obłoki waty cukrowej wbite na niewidzialne patyki. Pociąg jedzie od jakichś 40 minut, a ja już zdążyłam się nauczyć na pamięć zacieków na szybie i twarzy współpasażerów, bo wszyscy zgodnie śpią. Zmęczeni drogą, która dopiero się zaczęła i będzie trwała aż zmieni się data w kalendarzu. Pełni mazurków, chrzanu i babek wielkanocnych z ajerkoniakiem. Pan przede mną rozciąga się od ściany do ściany, guzik od spodni wbija mu się w balon brzucha i tylko kod społeczny alb sen powstrzymały go przed jego rozpięciem.

Czytaj dalej

2 + 3, czyli magiczne święta z PKP.

Mięciusz

/ fot. dachowiec na walizce

Pociąg relacji Kraków – Grodno. Wsiadam do przedziału 4:40. Odjazd za 15 minut. Pociąg śpi, wagony pogaszone. A że to pociąg z tak zwaną całkowitą rezerwacją miejsc kieruję się do swojego przedziału. A w nim zakonnica, dwójka dzieci z cygańską aparycją i koty, też w liczbie dwóch. Czytaj dalej

Podlaska orkiestra symfoniczna. Winieta z PKP.

Rzadko jeżdżę na Podlasie. Ale jak już, to jest to podróż groteska. Przesiadkę mam na Warszawie Gdańskiej. Niczego na niej nie ma. Tylko szyld Warszawa Gdańska. I jeden kiosk z gazetami i batonami. Otwarty. Ale kartą płacić nie można. Trzeba obejść się smakiem. Nie stać mnie nawet na Milkyway’a. Wysupłuję 30 groszy na gumę do żucia. Jeden pasek. Miętowa.

Zmagania z głodem okazują się niczym w porównaniu ze zmaganiami wewnątrzprzedziałowymi. Jedzie z nami pies. Nie mam nic przeciwko. Pies fajna sprawa. Ten egzemplarz jest jednak większy ode mnie. Ledwo mieści się do przedziału. A szczeka za całe schronisko. Nie jest to typ psa podróżnika. Jest to typ psa skrajnie osiadłego, przywiązanego do swojego kawałka ziemi. Podróż go wydziedzicza, czyni go niespokojnym. Ciska się o kolana pasażerów. Szczeka. Ujada. Skamle. Sypie sierść na prawo i lewo. Czytaj dalej