Który z pisarzy, polskich albo obcych, jest dla Ciebie mistrzem opowiadania? Które jego opowiadanie cenisz najbardziej? Dlaczego?

Cenię sobie opowiadania szkockiej pisarki Muriel Spark. Są skrajnie minimalistycznie, nie ma w nich zbędnych opisów, wyszukanych słów. Autorka jest bardzo precyzyjna i oszczędna w tym jak pisze. Jeśli chodzi o tematykę, to tutaj pozwala sobie na większy rozmach. Część opowiadań tyczy się Afryki, w której mieszkała kilka lat. Pisze o wierzeniach, zabobonach, spotkanych ludziach. Nie mitologizuje ani nie udziwnia. Inne opowiadania są osadzone w klimacie europejskim, w rodzimej Szkocji. Często pojawiają się motywy fantastyczne, ale nie są one obowiązkowym elementem opowiadań. Co ciekawe, postaci opisywane są w tak eliptyczny sposób, że często więcej wiemy o krajobrazie wydarzeń, niż o jego bohaterach. Przez to czytelnikowi zawsze towarzyszy pewien niedosyt i odrealnienie.

Dlaczego fragment powieści nie jest opowiadaniem?

Gdyby się uprzeć, to wszystko się da, szczególnie w dzisiejszych  czasach. Oczywiście, opowiadanie powinno być całostką samą w sobie, formą zamkniętą. Wycięcie fragmentu powieści i przeklejenie jej gdzie indziej jako osobnego opowiadania nie jest najlepszym pomysłem twórczym. Mimo to nie lubię zakładać, że coś ma być jakieś, więc przy odrobinie dobrej woli i uporu z niejednej powieści wykroiłoby się kilka zgrabnych opowiadań.

Co podczas pisania opowiadania, które znalazło się w antologii, sprawiło Ci najwięcej problemów? Co uważasz za jego najmocniejszą stronę?

Opowiadanie kończyłam pisać w niedzielę, chwilę przed upływem terminu. Akurat był piknik pracowniczy w mojej wcześniejszej korporacji. Nie poszłam na niego, raz, że opowiadanie samo by się nie dokończyło, dwa, że byłam już na wypowiedzeniu, więc trochę głupio. Co poradzić, proza życia.

Co do mocnych stron opowiadania, to jest mi bliski sam temat. Życie w korporacji i obok niej. Jak to wszystko wygląda, na ile uwiera, a na ile wszyscy narzekają na korporacje, bo tak wypada. Poza tym skontrastowanie bardzo przyziemnej specyfiki korporacji z elementami fantastycznymi też uważam za niezgorszy pomysł, ale to już wedle uznania. Mój pierwszy czytelnik, dla przykładu, raczej krzywił się nad magicznym bluszczem i kotem którego nie ma niż zachwycał.

Powiedz coś o sobie.

Urodziłam się w Białymstoku, przez co w Krakowie od zawsze jestem obiektem pocieszeń, bo to przecież drugi koniec Polski i tak daleko w rodzinne strony. Zimą dodatkowo jestem też obiektem zdziwienia, no bo jak to Białostoczance zimno w Krakowie, toż Podlasie to biegun zimna.

Na studia przeprowadziłam się do Krakowa bez żadnego konkretnego planu. Poszłam na anglistykę, rok później dorzuciłam portugalistykę, żeby nie było zbyt mainstreamowo. Mainstream był w tamtych czasach ostro tępiony. Mieszkałam w kilku dzielnicach póki nie osiadałam na Salwatorze. I gdyby nie to, że mieszkania mają swoich właścicieli mieszkałabym tam do dzisiaj, bo łatwo przyzwyczajam się do wygód i frustruje mnie komunikacja miejska.

Kiedy skończyłam studia zderzyłam się z największą krakowska korporacją, z którą prędzej czy później zderza się każdy, Capgemini. Potem obiłam się o jeszcze inne dwie firmy tego typu. W wolnych chwilach trochę piszę, trochę się frustruję, ostanio pomagam też bezpańskim, osiedlowym kotom.

Publikuję w magazynie FUSS, prowadzę bloga Kałuża Pełna Mirabelek. W 2012 roku moje opowiadanie ,,Postscriptum z pór roku” zostało wyróżnione w III Ogólnopolskim Konkursie Literackim ,,Świetlne Pióro”.


Wywiad ukazał się w antologii pokonkursowej ,,Obiecaj
Wrocław: Wydawnictwo Igloo, 2015.