17 minut.

karuszka

/ fot. południe w Krakowie

Cyntia ma dziś smutniejsze włosy niż minę. Jej fryzjerowi wypadł dysk i laska na zastępstwie pomyliła kolory i klientki. Cyntia siedzi przed komputerem jak przed wyłączonym telewizorem i obraca w palcach czarny kosmyk. Do korporacji nie chce chodzić nikt, a chodzą wszyscy, tym bardziej w październiku. Czytaj dalej

Przystanek Młodych Ludzi.

Moje opowiadanie, które wygrało publikację w 11. Międzynarodowym konkursie na najlepsze polskie opowiadanie roku 2015, pod hasłem ,,Obiecaj”.

# 14:23, jedno nieodebrane połączenie, nieznany numer

Dzwoni telefon. Nie czekasz, bo za dużo do doczekania się. Czas pękł jak bańka z płynu do naczyń jakoś koło środy. Odkładasz niespiesznie Żulczyka, bo dobre powieści trzeba celebrować. Głos niski. Krótkie, treściwe zdania. Przerwy tylko na oddechy. Notujesz pospiesznie, jakby dyktowali ci twój własny kardiogram. Czytaj dalej

Plantatorzy kokosów. International Short Story Festival.

,,Zawsze myślałam, że kokosy to na talerze dla innych. Dla mnie okazyjnie  wiórki kokosowe do jogurtu, ewentualnie bounty. Mam, czego mi trzeba, a reszty nie trzeba. Tu dzwonią z plantacji, a ja biegnię, jak stoję, bosa, bez szminki, bez płaszcza, włos jak szalik na wietrze.”

Którejś sierpniowej niedzieli odbywał się korpo piknik. Jeszcze w poprzednim korpo. Pracownicy, ich dzieci, wata cukrowa i wiatraczki na patyku. Byłam na wypowiedzeniu, więc trochę głupio iść. W dodatku zanosiło się na deszcz, a parasol zgubił się gdzieś między jedną rozmową kwalifkacyjną a drugą. Zostałam więc i kończyłam opowiadanie na International Short Story Competition. Czytaj dalej

Tam, gdzie rosną narcyzy.

To były czasy, kiedy ludzie wycinali siebie z tektury. Tektura była gruba, nieelastyczna. Ciężko się było do niej dopasować. Kiedy daną postać raz wycięto z jakiegoś powodu tak, a nie inaczej, z jedną nogą krótszą od drugiej, nie było rady. Trzeba było iść przez świat kulejąc. Jeśli przycięto komuś głowę tak, że wyglądała jak mało udane kanciaste jajo, też nie było zmiłuj się. Codziennie rano nakładało się na krzywiznę głowy kapelusz, nawet zanim podeszło się do lustra i przestąpiło próg.

Lustra to drugi temat tamtych czasów. Lustra były rzadkością. Fakt, występowały. Ale były raczej zbyteczną fanaberią. Zamiast luster na ścianach, ludzie przeglądali się w oczach innych. A że kolorów oczu było wiele, wiele było też odbić. Czytaj dalej

Zimne Dziady Listopady.

Zimny weekend w Krakowie. Weekend, który udawał jesień. Stąd wrzucam starą ramotkę z listopada.

Był listopad. Od trzech dni przychodził co rano na podwórko. W ciężkich kamaszach i przykurzonym płaszczu. Listopad zziębnięty i nieswój. Mimo to, zdążyła się już zakochać. Rok akademicki rozpoczął się 3 października. Miesiąc temu. Wtedy jej serce było jeszcze wolne. Aż do pierwszych zajęć z portugalskiego.

Był piątek, 4 listopada, wpół do trzeciej. Trwał lektorat. Kasjan tłumaczył jak i po co stosować tryb łączący w portugalskim. Nie wyglądał na lektora języka latynowskiego. Był szkocki w wyglądzie i walijski w obyciu. Nad wyraz wysoki i nieco wymizerowany. Z jasną bródką i zgrabnymi baczkami. Zarośnięty i liryczny. Na uczelni lektor, prywatnie wyśmienity prozaik i niezgorszy poeta. Jego wiersze były znane, ale na tyle offbeatowe, że plasował się jako dumny, acz skromny, reprezentant miejscowej awangardy. Nie był komercyjnym pismakiem, ale twórcą, którego czytać nie było wstyd, a nawet było wskazane. Czytaj dalej