Konik na sprężynie, czyli o cechach dystynktywnych miast.

Dobczyce

/ fot. Dobczyce, woj. małopolskie

Zawsze żyłam w mieście, obudowana betonem. Prawdopodobnie dlatego nigdy nie marzyłam o własnym domku z białym płotem i doniczką pelargonii na ganku, znanym tylko z kinowego ekranu. Zamiast ganku z pelargoniami miałam staruszkę z naprzeciwka, która na klatce schodowej hodowała kaktusy w pojemnikach po margarynie. Czytaj dalej

Pejcz, karabin i Biały Lew, czyli weekend we Lwowie.

P4150149i

/ fot. Lwów

quotationStaniki. Koronkowe, muślinowe, bawełniane, w kwiatki i kraciaste. Zwisają z potężnych haków przytwierdzonych do sufitu, prawie muskając nas po głowach. Półmrok rozciąga się od ściany do ściany. W lewym rogu ubikacja, w której nad bidetem wiszą płaskorzeźby damskich i męskich narządów płciowych wyrzeźbione z takim umiłowaniem rozmiaru, że półślepy zorientowałby się, z czym ma do czynienia. Czytaj dalej

Republika Zielonego Przylądka na Powstańców Wielkopolskich.

P6180020

/ fot. Dziećkowice

quotationKtóregoś wtorku przyszła do korporacji przed szóstą. Potrzebowała wyjść z biura koło czternastej, a akurat nie miała nadgodzin do odbioru. Open space był opustoszały jak po epidemii cholery. Światła pogaszone, rolety szczelnie zasunięte. Usiadła przed komputerem i usłyszała cichuteńkie poćwierkiwanie ptaków. Kiedy zaczęła wsłuchiwać się bardziej w pozorną ciszę open space’u, udało się jej wyłowić z niej dźwięk wody, jakby spływającej po skałach. A potem jeszcze szum wiatru, jakby w liściach. Zaciekawiona podeszła w stronę drukarek, zza których dobiegały dźwięki korpo puszczy. Zobaczyła chłopaków z działu IT śpiących pokotem na biurkach, z nitkami śliny kapiącymi na podkładki pod myszki. Pośrodku tego osobliwego korporacyjnego dormitorium stał laptop z włączoną ścieżką relaksacyjną Tybet Forever. Czytaj dalej

Myślokształty i stare meble.

IMG_20160404_102449

Noc spa­dła szybko i gwał­tow­nie na mia­sto, niczym ciężka kapa narzu­cona na łóżko. Za oknem – ciemne, bez­gwiezdne niebo. W pokoju – koł­dra z IKEI w drob­niut­kie biało-czarne prążki, łóżko zbite z palet. Spod łóżka wystają książki, nad sto­li­kiem noc­nym góruje masywny budzik. Wra­camy po całym dniu pracy zmę­czeni i sfru­stro­wani, bo nasz dzień nie poto­czył się cał­kiem po naszej myśli. Możemy sobie to zre­kom­pen­so­wać nie przy tabliczce cze­ko­lady, nie przy ulu­bio­nej kome­dii roman­tycz­nej, ale wła­śnie we śnie.

Czytaj dalej

Ocet i cekiny, czyli autostopem po Rumunii.

IMG_20160405_073537

Wschód nad Tigerem.

Kiedy myślę o wschodzie stają mi przed oczami letnie sesje na uczelni. Dogasający czerwiec, noce w czyimś mieszkaniu studenckim, energizery zagryzane płatkami śniadaniowymi. Opuszki palców przybrudzone kolorowymi zakreślaczami. Prawie jak na ASP. Ale to nie ASP, tylko filologia. I wschody słońca, które ogłaszały koniec nauki i zwiastowały egzamin. Przemywaliśmy twarze zimną wodą i szliśmy na egzamin. Z minami świadczącymi o stanie wiedzy.

W jeden z takich przedegzaminacyjnych wieczorów w ramach niekończących się prokrastynacji, między jednym tigerem a miską winogron wpadłyśmy z Dominiką na pomysł, żeby po sesji pojechać na wschód, do Rumunii. Na lektorat chodziłyśmy, miałyśmy szansę się dogadać. Czytaj dalej