Gaz, gwoździe i sto metrów sześciennych smogu.

farelkos

/ fot. farelka

Dzwonka u drzwi nie ma, a zamiast numerka powoli odkleja się na rogach naklejka z pobliskiego studia tatuażu. Wydziarana dziewczyna z kwiatami wyrastającymi z głowy trzyma w rękach napis studia. Mogliby chociaż na laminacie wydrukować, a nie na zwykłym papierze, blaknącym szybciej niż bilet PKP. Wzdycham i wchodzę po omacku, bo dobrze znam to miejsce. Po czym padam jak nietoperz, któremu wyłączono geolokację. Po drugiej stronie ktoś zabrał schodkowany próg.

Wita mnie remont rozciągnięty od ściany do ściany podobnie jak folia ochronna na podłodze. Próg, stary zdrajca, stoi zawinięty w ulotki od Jehowych spod Bagateli pod oknem i czeka na lepsze czasy. Jednak zamiast zapachu farby uderza mnie zapach gazu. Na środku strychu, będącego rdzennie pracownią artystyczną, którą ktoś kiedyś w momencie artystycznego zwątpienia zaadoptował na mieszkanie, rozpościera się wielka butla gazowa.

Ogrzanie miejsca, które z założenia nie miało być ogrzewane, okazuje się przerastać kolejnych mieszkańców. Wcześniejszy lokator w trakcie kolejnej, osławionej zimy stulecia przybijał młotkiem okna do framug. Do tego obecny pozaklejał okna tyloma warstwami taśmy izolacyjnej, że w porywach osiąga ona grubość cheeseburgera z McDonalda, nota bene usytuowanego tuż obok.

Obecny szczęśliwy posiadacz klucza do tej kanciapy od tygodnia dogrzewa ją butlą gazową. Zdążył już nabrać poważnych podejrzeń, że ulatnia się z niej gaz, bo jego zapach dominuje nawet nad farbami Śnieżka. Asekuracyjnie popodklejał butlę taśmą izolacyjną, co nie zmieniło jednak nic w kwestii nuty zapachowej.

Poza butlą gazową tej zimy na arenę wjechały już: ogrzewacz turystyczny, klasyczna farelka z dmuchawą, przenośny kaloryfer na kółkach i wiatrak. Ten ostatni miał za zadanie powietrze ogrzane przez całe to ustrojstwo rozdmuchiwać na środek pokoju, tworząc przy tym przyjemnie ciepły front powietrzny. W efekcie ledwo ciepłe powietrze generowane przez wspomniane agregaty wytracało resztki temperatury i miotało się po strychu między sufitem a podłogą jak spłoszony wróbel.

Wiatrak tymczasem leży koło progu i zbiera kurz standardowy i remontowy. Zapach gazu uderza tu tak bardzo, że najchętniej przyskoczyłabym i otworzyła okna, ale raz, że zabite, dwa, że zaklejone, a trzy, że aplikacja ostrzega przed stężeniem smogu po drugiej stronie. Załamuję ręce i wbijam na Interię. Tamci przepowiadają, że lada dzień będzie można odpancerniać lokalne strychy. Bogu dzięki za marzec.

3 myśli na temat “Gaz, gwoździe i sto metrów sześciennych smogu.

  1. Celt Peadar

    Zaciekawiła mnie farelka na zdjęciu. Te, które pamiętam z dzieciństwa, wyglądały nieco inaczej. Ale być może modele są różne.

    W „Bagateli” byłem 2 razy – w gimnazjum na „Tajemniczym ogrodzie”, a potem jeszcze w liceum, na „Mayday 2”. Nie wiedziałem, że agitują tam Świadkowie. To chyba nowość, bo za mojej bytności, ani pod Bagatelą, ani nigdzie w pobliżu ich nie było…

    Polubienie

  2. Tochybaomnie

    Wczoraj wróciłam z tygodniowego urlopu z włoskich Dolomitów do mojej rodzinnej miejscowości na Śląsku. Na wysokości 2000 metrów oddychałam krystalicznie czystym, górskim, lekko mroźnym powietrzem i czerpałam z tego prawie perwersyjną przyjemność. Tutaj powietrze można gryźć i co chwilę muszę wygrzebywać go spomiędzy zębów. Fuj. Czekam na wiosnę z prawdziwego zdarzenia, taką ciepłą, bezsmogową, żeby móc znowu oddychać pełną piersią.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s