Bezsenność w listopadzie.

PA170208 diam

/ fot. Mały Rynek, Kraków

Październik nie zaskoczył w tym roku nikogo i jak co roku nadchodzi zima stulecia. Gerta jak zawsze dostała depresji koło 15-ego, Renata jak co roku ścięła włosy po lecie i jak co roku przypłaciła to najgorszą fryzurą życia. W ramach rekompensaty i pożyczki od ciotki kupiła sobie siedem czapek, które nosi dumniej niż własne poglądy.

Blance znudziły się zejścia i wejścia. Męczą ją melanże, nie pociągają góry. Pieczywo też teraz nawet jakieś inne i nie warto stać po nie w kolejce w Żabce. Zamiast chlebów każdy wychodzi stąd z kryształem pod pachą, Żołądkowa, Soplica, Finlandia. Stać nie warto poza weekendem, a wychodząc to już ustać na nogach nie idzie.

Renata probuje sprzedać sukienkę ślubną, chociaż wszyscy namawiają, żeby przerobiła ją na kostium na Halloween. Pierwsze miejsce miałaby jak w kieszeni i bon żywnościowy o niepotwierdzonej w tym roku kwocie.

Déjà vu prześladuje ostatnio Blankę częściej niż własny budzik, a psychiatrzy mają dłuższe terminy niż serki Danio. Nocami śnią jej się ludzie z oczyma przewiązanymi liśćmi paproci.

Sprzedała za to pierścionek zaręczynowy. Za długo walał się na strychu ze starymi kapslami po Wojakach i Tymbarkach z napisami „graj dalej”, „wiesz, że możesz wszystko” i „masz go”. Laska w skupie miała tego dnia czerwony sweter wpijający się w zapocone pachy i nadmiarowo empatyczny uśmiech. Brwi cieńsze od ścinków obciętych paznokci przeciągnęła czarną kredką, żeby nie było wątpliwości, że je ma.

Butelki po hipsterskich piwach stoją na parapecie na strychu Blanki jak na wystawie sklepu i dławią się od zasuszonych wrzosów i makówek. Blanka udaje tej jesieni, że jest Anią z Zielonego Wzgórza. W second handach tropi kapelusze z dużymi rondami. Cienkopis ze Stadlera wymieniła na wieczne pióro, chociaż to ciągle jej wylewa i zostawia ciemne plamy na podłodze.

I jeszcze do tego jesienne uzależenia — proste i przyjemne. Można przy nich miło spędzić czas i nigdy nie jest się samotnym. Kożuch z promki w Pull&bearze nie odpowiada już na realne potrzeby, bo październik rozpasał się od chodnika do chodnika i co rano spływa mokrymi jezdniami do studzienek kanalizacyjnych. Zimno od paznokci aż po kości.

Stojąc na przystanku, Blanka rozciera siniaki na żebrach ręką w rękawiczce. Zagadnięta „jak tam” nie odpowiada, więziona przez własne myśli i maskę smogową. Ale zaraz, w tym sezonie smog nie jest dominującym archetypem na mieście. Tej jesieni Kraków snuje inne historie i żyje rzeczami większymi niż dymek z komina skąpego sąsiada.

4 myśli na temat “Bezsenność w listopadzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s