Zakaukaskie dywany i morele, czyli 10 faktów o Armenii.

P6210003

/ fot. podróżne rozmaitości

quotationW środkowej części Europy o Armenii wie się niewiele i rzadko rozważa tę część Zakaukazia jako destynację turystyczną. Gruzja jest bliżej, łatwiej trafić tu na tani lot, a na zdjęciach Googla prezentuje się równie urokliwie co Armenia. Czego nie wie o Armenii co trzeci Europejczyk z naszej szerokości geograficznej? Poniżej dziesięć faktów.

Armenia jest pierwszym na świecie krajem chrześcijańskim.

Armenia przyjęła chrzest w 301 roku za sprawą działalności św. Grzegorza Oświeciciela. Legenda wokół tak wczesnego przyjęcia przez Armenię chrztu głosi, iż ówczesny władca Armenii, Tiridates III prześladował mniszkę Hripsime, którą chciał poślubić ze względu na jej urodę, za co Bóg ukarał go, przemieniając go w dzika. Dopiero św. Grzegorz Oświeciciel króla wyleczył, przywracając mu ludzką postać. Król bez wahania ustanowił chrześcijaństwo religią państwową.

Zaraz po przyjęciu chrześcijaństwa wynaleziono alfabet.

Ormiański alfabet w V wieku stworzył Mesrop Masztoc, mnich i lingwista. Alfabet składał się początkowo z 36 liter, z czasem dodano kolejne trzy. Prawie w niezmienionej formie służy on do dziś Ormianom. W regionie Aragac (usytuowanym w pobliżu wygasłego wulkanu, będącego jednocześnie najwyższym szczytem kraju) znajduje się ciekawy pomnik alfabetu ormiańskiego. Na łące, w wysokich trawach rozrzucone są duże, kamienne litery. Współczesny język ormiański jest niepodobny do żadnego innego istniejącego języka. Czasami mówi się, że ewentualnie może nieco przypominać współczesną Grekę.

Armenia pozostaje krajem silnie chrześcijańskim i konserwatywnym.

Jedna z bardziej restrykcyjnych armeńskich tradycji nazywa się tradycją „czerwonego jabłka” i jest związana z rytuałem nocy poślubnej. Rano po nocy poślubnej świeżo poślubiony mąż ma pokazać swoim rodzicom pościel, w której spali państwo młodzi. Jeśli na prześcieradle będzie odbity krwisty ślad w kształcie jabłka („czerwone jabłko”), wybranka zostaje oficjalnie przyjęta do rodziny, a rodzice pana młodego wysyłają rodzicom panny młodej kosz czerwonych jabłek na znak pozytywnego przejścia testu. Tradycja ta odchodzi powoli w zapomnienie i w chwili obecnej jest kultywowana już głównie na prowincji.

Ormianie pomimo tak wczesnego przyjęcia chrześcijaństwa pozostają bardzo zabobonni.

Ormiańskie zabobony i przesądy ściśle łączą się z wiarą chrześcijańską. Przykładowo kiedy podczas posiłku komuś wysypie się sól, trzeba ułożyć z niej krzyż i skropić go wodą. Ormianie bardzo wierzą w uzdrawiającą moc wody. Kiedy proponują komuś napicie się wody, nie wolno odmawiać, bo takie zaproszenie świadczy o dobrej intencji zapraszającego, który chce przedłużyć nam życie i wzmocnić zdrowie. Stąd też w każdym większym i średniej wielkości mieście armeńskim znajdziemy kranik z wodą, z którego można się napić, albo zaczerpnąć wody do butelki.

Znamy wielu Ormian, nie zdając sobie sprawy, że są Ormianami.

Wokalistka Cher ma pochodzenie ormiańskie i jest bardzo ceniona w Armenii. Nawet jej stare i przebrzmiałe w innych częściach Europy przeboje można często usłyszeć na chodnikach armeńskich miast. Inny muzyk, wokalista zespołu System of a Down, Serj Adam Tankian jest z pochodzenia Ormianinem. System of a Down jest dobrze znany i wysoko ceniony w kraju. Kim Kardashian też jest w połowie Ormianką i pomimo iż udało jej się rozsławić w świecie ormiańską urodę, to Ormianie nieprzychylnie patrzą na jej konsumpcyjny tryb życia i uważają, że celebrytka odcięła się kompletnie od tradycyjnych, ormiańskich wartości.

Ormianie bardzo cenią sobie dywany.

W każdym armeńskim domu jest przynajmniej jeden pokazowy, reprezentacyjny dywan. Jest to spuścizna z czasów, kiedy Armenia była pod panowaniem Persów. Persowie mieli bardzo rozwiniętą sztukę tkania dywanów i zarazili swoim kunsztem Ormian. Dlatego też głównie na prowincji w domach w korytarzu trzymany jest specjalny zestaw kapci dla gości, aby nie zniszczyli oni butami dywanów. Jeśli wchodząc do ormiańskiego domu kapci nie dostaniemy i tak trzeba bezwzględnie uważać, żeby nie pobrudzić dywanów.

Ormianie równie wysoko cenią toasty.

Wznoszenie toastów w Armenii jest sztuką. Toast wznoszony w wąskim gronie członków rodziny może ciągnąć się nawet dobry kwadrans. W żadnym wypadku nie można okazać znudzenia, czy nawet dyskretnie ziewnąć. Kiedy widać, że toast się przedłuża dopuszczalnym jest co najwyżej powoli odstawić kieliszek na stół i słuchać treści toastu wznoszonego przez tamadę (gospodarza biesiady wznoszącego toast). Ormianie uwielbiają pić i biesiadować, ale w swoich czterech ścianach. Widok pijanego Ormianina na ulicy to rzadkość i ogromne faux pas.

Morela to narodowy owoc Armenii.

Brzoskwinie i morele rdzennie pochodzą właśnie z terenów Armenii. To stąd Aleksander Wielki przywiózł je do Grecji, skąd rozprzestrzeniły się na pozostałą Europę. Najstarsze morelowe drzewo znajduje się w okolicy miejscowości Garni i szacuje się, że ma ponad trzy tysiące lat. Nawet łacińska nazwa moreli wskazuje na proweniencję tego owocu, Armeniaca vulgaris. Z drzewna drzew morelowych wytwarza się lokalny flet, tak zwany duduk.

Poza zobaczeniem i wejściem na Ararat, można się go także napić.

Armenia słynie z produkcji koniaku, najsłynniejszym jest koniak Ararat, duma Ormian. Przystępne cenowo są pięcio i sześcioletnie koniaki (około 2-3 tysięcy AMD za butelkę, 1 zł to około 526 AMD czyli dramów). Nieco droższe są wykwintne koniaki dwunastoletnie, ale najbardziej wyrafinowanym alkoholem jest Kilikia, mieszkanka dwunastu alkoholi o różnym wieku, z czego najmłodszy ma 12, a najstarszy aż 100 lat.

Gra w szachy jest obowiązkowym przedmiotem w szkolnictwie armeńskim.

Ormianie uwielbiają grać w szachy i w ten sposób umilają sobie parne wieczory. W armeńskim miasteczkach przy kawiarnianych stolikach można wieczorami obserwować jak szczególnie starsze pokolenie ucina sobie partyjkę. Szachy są też obowiązkowym przedmiotem w armeńskich szkołach.

Ogólnie rzecz biorąc, kraj cechuje silne przywiązanie do tradycji. Stąd też w niektórych miejscowościach głównymi miejscami do zwiedzania są kościoły (np. Eczmiadzyn). Kościoły oczywiście zwiedza się za darmo, ale i wstępy na baszty widokowe czy do muzeów są albo darmowe albo kosztują przysłowiowe grosze. Tymczasem na horyzoncie rysuje się pocztówkowy widok Kaukazu, a nad wszystkim góruje święta góra Ararat.

7 myśli na temat “Zakaukaskie dywany i morele, czyli 10 faktów o Armenii.

  1. Pingback: Matka Boska Marszrutkowa. – kałuża pełna mirabelek

  2. jiuzhizi

    Byłaś w Armenii, albo poznałaś jakichś Ormian? Ciekawi mnie to, bo ci, co są tutaj, handlarze, są raczej mało fajni. Poznałem pracując kiedyś w hurtowni 2 porządnych. przyzwoitych gości, ale reszta nie budzi zaufania, delikatnie mówiąc. Już Marco Polo pisał o Armenii, że bandytów tam pełno :)

    Polubienie

  3. Ruda Wstążka

    W sumie szkoda, że o Armenii tak mało się wie w Eurpie. Z resztą, nie tylko o Armenii – się uparliśmy na te modne cele podróży i reszta nas niezbyt interesuje. :P
    Szachami mnie zaskoczyłaś. Chociaż obowiązkowa nauka gry to niegłupi pomysł, bo podobno fantastycznie rozwijają mózg. :D

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s