Zanieczyszczeniowcy. Marta Jagoda.

IMG_20150609_185836

Tydzień w kratkę. Raz dostawcy dzwonili jak po ogień, innym razem telefon głuchł na całe dnie. Kolejny ogród kaktusów na korpo biurku nie wytrzymał zanieczyszczenia i uwiądł koło środy. Korpo stołówka wprowadziła molekularne czwartki a fitness klub położony w galerii handlowej tuż za rogiem otworzył nowe grupy dla Zanieczyszczeniowców.

Marta Jagoda.

Spod czapki wysypywały się złote włosy. Proste, nienaelektryzowane, bo odżywka z keratyną i dobrze odżywia. Palce głaskały ekran smartfona niczym pysk kota.

Była dziewiętnasta i Marta Jagoda wracała z korporacji. Tramwaj rozświetlały smartfony trzymane w dłoniach jak małe, osobiste lampiony pasażerów. Tramwaj pełen był też dymków i baniek smogu. Czarne bańki kłębiły się przy drzwiach. Przy każdym przystanku, tramwaj zatrzymywał się i kolejna porcja skłębionych baniek wpadała do wnętrza. Niektóre z nich z takim impetem uderzały o uchwyty do trzymania, szyby i pasażerów, że pękały, a na podłogę spadał czarny pył, niczym nieudane, osmolone konfetti.

Powietrze było gęste od niecierpliwości pasażerów, chcących przebić się przez słupy smogu i dotrzeć do ciepłych i widnych mieszkań. Bańki gęstniały z każdym przystankiem. Marta Jagoda nasunęła maskę przeciwsmogową bardziej w kierunku nasady nosa. Filtr węglowy połaskotał ją jak źdźbło trawy, ale udało jej się nie kichnąć.

Tydzień w kratkę. Raz dostawcy dzwonili jak po ogień, innym razem telefon głuchł na całe dnie. Kolejny ogród kaktusów na korpo biurku nie wytrzymał zanieczyszczenia i uwiądł koło środy. Korpo stołówka wprowadziła molekularne czwartki a fitness klub położony w galerii handlowej tuż za rogiem otworzył nowe grupy dla Zanieczyszczeniowców.

Westchnęła i oparła głowę o szybę. Czarna sadza rozsmarowała się po powierzchni szyby jak masło po kromce spalonego chleba.

Facet przed czterdziestką, siedzący po lewej stronie Marty Jagody, czytał Wieści Dymne. Przy przewracaniu stron ślinił kciuk i z namaszczeniem przechodził do kolejnej strony. Siedział twardo bez maski, a czarne bąbelki zanieczyszczeń odbijały się od jego stylowego, dwurzędowego prochowca. Klasyk z Zary, kolekcja jesień zima 2016.

Marta Jagoda przysypiała już na szybie, kiedy dał się słyszeć łoskot mutacji zanieczyszczeniowej. Gościowi z gazetą z prawego barku wychylnęła druga głowa. Słychać było trzask swetra, kiedy druga głowa przebijała się przez ubranie. Mężczyzna potrząsnął obiema głowami jak pies, który otrząsa się, wychodząc z wody. Cały tramwaj miał weń wbite oczy. Mutacyjne urodzenie głowy nie należało do bezbolesnych. Rodzenie kamieni nerkowych było niczym w porównaniu z wytworzeniem całej, w pełni rozwiniętej głowy.

Gość szybkim ruchem złożył gazetę, machnął nią jakby odganiał natrętne muchy, a nie spojrzenia. Zawsze chciałem nająć się w teatrze, rzucił nonszalancko z pierwszej głowy. Druga zdawała się niema i spięta. (Zanieczyszczeniowcy często próbowali swoich sił na deskach teatru i na ekranie kinowym w produkcjach science fiction i w horrorach). Mężczyzna wyciągnął pospiesznym ruchem kaszkiet, pasujący pod płaszcz i wykonał ruch, jakby chciał nałożyć go na głowę pierwotną. Zawahał się i wcisnął go głęboko na mutacyjną.

Szkoda płaszcza, pomyślała roztropnie Marta Jagoda. Druga głowa, przy zstąpieniu przebiła też stylowy prochowiec. Marta starła rękawem sadzę z okna i wyjrzała w przepaść nocy. Jegomość po mutacji szedł chwiejnie jak po kilku kieliszkach wina. Widać było, że znosi go na lewą stronę. A nowa głowa kiwała się bez życia na rachitycznej szyi niczym mak na wietrze.

8 myśli na temat “Zanieczyszczeniowcy. Marta Jagoda.

  1. Karol Krzyżosiak

    Bardzo plastycznie opowiedziane. Pojedyncze odchylenia w tej onirycznej
    scenerii przygotowują drastyczny finał. Trochę jak z Kafki – w końcu nikt
    się nie dziwi, żadnej paniki, tylko ciekawskie spojrzenia; a trochę jak
    w tych opowiadaniach Murakamiego, w Japonii po trzęsieniu ziemi.
    Jakkolwiek wyraz „wychylnęła” wydaje mi się niezręczny, to przekonany
    autentycznym opisem, przymknąłem nań oko ;)

    Pozdrawiam

    Lubię to

      1. Karol Krzyżosiak

        Zatem podobne słowa stosowane metodycznie mogą przynieść ciekawe, leśmianowskie efekty. Tutaj to słowo wybiło mnie z rytmu i – jedyny raz podczas lektury – odniosłem wrażenie,
        że czytam tekst, a nie jestem w groteskowym Krakowie ;)

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s