Jak tam z tymi lamami?

Ktoś skomentował ostatnio na fejsbuku mój tekst „Hindusi, bransolety i denary” tak oto:

Bez sensu, korpo to nie jest środowisko dla ludzi. Dla pseudo ludzi co najwyżej, bo ci zapomnieli że żyje się nie tylko w weekendy i na urlopach. Cała filozofia korporacji skupia się na tym, że żyje się tylko w weekendy i na urlopach… i promuje się tzw. „Work Life Balance”, czyli w wolnym tłumaczeniu „zmarnuj dla nas połowę swojego życia, a w zamian drugą połowę będziesz mógł marzyć o robieniu czegoś innego, no ale przynajmniej polecisz na tydzień do Peru głaskać lamy”.

Póki co pracowałam w trzech korporacjach: dwóch korpo molochach i jednym mini korpo. I to mini korpo okazało się gorsze od korpo gigantów. Ludzie oplotkowywali się nawzajem zanim zdążyło się zamknąć za sobą drzwi łazienki. Dziewczyna z sekretariatu komplementowała dietę swoich korpo koleżanek, a kiedy te odklikiwały się na bramce i szły do domu, nazywała je grubymi świniami, piłując pilniczkiem z Rossmanna ostre jak brzytwy czerwone paznokcie.

Kiedy ludzi jest więcej, często nie ma zaściankowego obgadywania, poszturchiwań w windzie i dosypywania soli do talerza. Choćby w Capgeminim rozbitym w Krakowie na dwa budynki przewija się 6 tysięcy twarzy. Nie znasz nawet tysiąca. Czasami poznajesz kogoś po butach, bo pracownicy często zmieniają buty do biura i codziennie noszą te same. Zazwyczaj jakieś wyciągnięte z szafy trampki z przypłaszczonymi czubkami, bo za długo leżały w pawlaczu. Czasem łapiesz się na tym, że te same buty migną Ci kilka razy w tygodniu. Z czasem poznajesz resztę osoby. Ja zapoznaję się z tymi w trampkach, którzy nie wiedzą jak zmienić papier w drukarce, którym wypadają dokumenty w windzie i którzy palą dania w mikrofalówkach.

Są przyjaźnie w korporacji, są też przyjaźnie które idą poza szklane gmachy. Wypowiedzenie zawsze kładzie kres części znajomości. Ktoś się obrazi, ktoś zostanie z robotą, a ktoś w głębokiej dupie. Ale koniec końców w jakiś wtorek po pracy widzicie się na piwie, na kręglach, w Multikinie, w Parku Jordana.

Oczywiście, trafiają się też przysłowiowe korpo zombi. Ci którzy zzielenieli od codziennego postowania faktur i poza strefę komfortu zbudowaną z procedur nie wyjdą, bo strach im zagląda w oczy. Ale każdy się czegoś boi. Nazywanie kogoś, kto jest korpo człowiekiem, bo się czegoś boi „pseudo człowiekiem” świadczy źle tylko o stawiającym takie diagnozy.

Gdziekolwiek pracujemy, przy fakturach czy przy fekaliach, pozostańmy ludźmi.

8 myśli na temat “Jak tam z tymi lamami?

  1. Wombat

    Podpisuje się pod hasłem, że korpo nie musi być złe. Atmosfera w miejscu pracy zależy od ludzi, i często głównym zadaniem szefa jest zagranie wszystkiego tak, żeby ludziom się fajnie pracowało. Szkoda, że tak niewielu szefów rozumie, jak nastrój pracownika przekłada się na jego pracę…

    Lubię to

  2. laudate44

    Ciekawie piszesz o relacjach międzyludzkich, ale nadal nie wiem co z tymi lamami… No i co z tą podróżą do Portugalii? :)

    Lubię to

  3. Olga Cecylia

    Dla wielu ludzi jestem pseudo człowiekiem, bo pracuję na etacie, a nie na modnym ostatnio freelansie. (Lans to słowo, które tak bardzo pasuje w tym kontekście, że ała).

    Przykre jest to, że tak wielu ludzi nie rozumie, że gdyby nie korporacje (Apple, Nike, Unilever, T-Mobile i UPC), to nici by były z ich wolnego strzelania. Nie mieliby komputerów, butów, jedzenie musieliby sobie wyhodować przed szałasem (bo domów też by nie mieli – wszak bloki budują również firmy, w których pracują pseudoludzie na ohydnych etacikach).

    Różni jesteśmy. I różne rzeczy nam pasują. Handlujcie z tym.

    Lubię to

  4. Anna Maria Boland

    Jak ja nie lubię takiego gadania. To że ktoś wykonuje pracę, której ktoś inny sobie nie wyobraża, nie znaczy, że należy mu się brak szacunku. Wszyscy jesteśmy ludźmi i każda praca musi być wykonana. Jeden się odnajduje w korporacji a inny w sprzątaniu, takie życie. Ileż ja się nasłuchałam nehatywnych komentarzy jak byłam stewardessą! Nie rozumiem jak można deprecjonować czyjąś pracę lub samego człowieka.

    Lubię to

  5. bfcb

    A mnie moje rozległe i wieloletnie doświadczenia pozakorporacyjne oraz korporacyjne nauczyły, że zachowanie ludzi w dość wąskim zakresie zależy od klimatu miejsca pracy. Jeśli ktoś jest wredny i niemądry w domu i na ulicy, to nie przemieni go ani praca w przytulnej rodzinnej firmie, ani praca w korporacji intergalaktycznej. Owszem, środowisko pracy może w pewnym stopniu formatować ludzkie zachowania, ale jestem przekonany, że nie to nietrwałe ukształtowanie jest. I spoza akceptowanej w firmie maski szybko zaczyna wystawać prawdziwa natura/charakter pracowniczego koleżeństwa. Nie jestem nawet przekonany czy korporacje albo niewielkie firmy mają jakąś szczególną moc przyciągania ludzi nieprzyjemnych/przyjemnych. To raczej kwestia statystyki i szczęścia – w dużej firmie pewnie statystycznie łatwiej spotkać ludzi nieprzyjemnych/przyjemnych, ale jak się ma pecha/szczęście, to i w warzywniaku się trafi na niemiłych/miłych współpracowników. Dziękuję za wysłuchanie. Ot życie.

    Lubię to

  6. Ania Winter (@aniawinterblog)

    Po dwóch korpomolochach, jednym minikorpo i jednym startupie stwierdzam, ze najgorzej było (jest) w startupie. Najgorsze zachowania ludzkie, podkładanie najgorszych świń, największe manipulacje, najbardziej rozdęte ego. Moje korpożycie to były przy tym cud maliny. A prawdziwych przyjaciół poznałam właśnie w korpo. Aaaa, może jestem tym pseudoczłowiekiem tylko do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s