Hindusi, bransolety i denary. Czyli (nie)trudne życie w korporacji.

Nie odbieraj każdego połączenia z nieznanego numeru z nadzieją, że to rekruter z Warszawy i że dadzą dwa razy tyle. Krakowskie chodniki równie dobre, jak i nie lepsze, co warszawskie. A wskaźnikiem netto nie mierzy się szczęścia człowieka.

Można pracować w korporacji, a po godzinach ratować koty ze schroniska i znajdować im domy zastępcze. Pieniądze można odkładać do glinianej świnki, żeby latem zwiedzić Meksyk i Peru.

Można też pracować w korporacji po to, żeby wypłaty starczało do nowej kolekcji w Zarze. Można umawiać się przez korpo maila z tatuatorem z Kultu na nową dziarkę. Po coś przecież korpo kaska wpada co miesiąc na konto, a na ciele jeszcze tyle wolnego. Można przychodzić do korpo z mocnym błyszczykiem na ustach. A zamiast dzwonić do dostawców, dzwonić kosztownymi bransoletami na ręku. Między jednym a drugim mailem stukać obcasem w nogę biurka, albo czyjąś inną, w końcu w korporacji tyle singli desperatów co dead line’ów.

Można równie dobrze spotkać w korporacji ludzi, którzy znają języki, podróżują, są ciekawi świata i innych kultur. Żeby móc podróżować, często nie uzbiera się z pensji ze start-upu. A żeby móc pogłaskać peruwiańską lamę i porozmawiać z hodowcą po hiszpańsku potrzeba i pieniędzy w portfelu i języka w gębie. W dodatku obcego. Potem można wsiąść w samolot powrotny i wysiąść w Rumunii, bo tak taniej i idzie porozumieć się z potomkami Vlada Țepeșa pod zamkiem Bran w ich ojczystym języku. Na to potrzeba jednak trochę więcej praktyki niż dwuletni lektorat z rumuńskiego.

Korporacja może być drogą. Cel wybieramy sami. Lepiej wybrać lepiej niż wcale. A jeśli już wybrałeś, to:

  1. Nie chwal się ani nie żal ile zarabiasz. Pieniądze są dla Ciebie, nie dla innych, co kogo obchodzi, jaki przelew dostajesz co miesiąc. Jest tyle innych rzeczy, które robisz co miesiąc. Nikt nie rozpytuje się, czy kupujesz podpaski Alwasy, a czy kotu żwirek samozbrylający czy standard. O pensję też nie muszą dociekać.
  2. Kiedy Hindus pisze do Ciebie, że chce być Twoim przyjacielem, ale takim prawdziwym, pozakorporacyjnym wiedz, że boi się eskalacji. Wyeskalowanemu Hindusowi potrącają z pensji. Ale przyjaźń za pieniądze to jak proteza zamiast głowy. Przyjacielem nie musisz zostawać, wystarczy zostać człowiekiem.
  3. Kiedy Hindus po raz wtóry źle księguje Ci fakturę, a dostawca krzyczy na linii, że odetnie dostawy, pamiętaj, że Hindusi, jakkolwiek źle księgują i jakkolwiek bywają opieszali, to pracują po 12 godzin dziennie. Zanim wyeskalujesz za kolejną źle zapostawną notę kredytową, pomyśl, jak Ty byś postował na swojej dwunastej godzinie w dwudziestoośmiostopniowym upale. A kiedy dostawca dalej krzyczy Ci do ucha, warto docenić akcent. W końcu nie po to studiowałeś przez pięć lat rzadką filologię, żeby Ci to teraz umykało.
  4. Jeśli zagadnięty na korpo czacie Hindus pisze, że nie zaksięguje Ci teraz faktury niecierpiącej zwłoki, bo zaraz ma prayer break (przerwa na modlitwę), to uzmysłów sobie, że zawsze można cierpieć na gorsze rzeczy niż brak zwłoki. Skoro jest Ci dane ćwiczyć się w cnocie cierpliwości, wykorzystaj to. Przy okazji możesz też nauczyć dostawcę żyć bardziej cnotliwie.
  5. To nic, że prayer break przypada do pięciu razy na dzień pracy. Nie zapominaj, że Hindus spędza w pracy dziennie 12 godzin, więc należy mu się tyle prayer breaków ile dusza zapragnie. Żadna prayer break nie zwalnia jednak z obowiązku zaksięgowania faktury. Modlitwa jest do odmówienia, faktura do zaksięgowania. Nie ma tak skutecznych modlitw, które by postowały faktury.
  6. Kiedy opowiadasz o swojej pracy w korporacji, nie gloryfikuj. Ludzie pomyślą, że w korporacjach zbawia się świat. Po co tyle kłamstwa. Od tego jest telewizja, photoshop i rozmiar XXS. Ale też nie narzekaj, krzywda Ci się nie dzieje. Destylator z wodą masz pod bokiem, a z pensji na dwa koty starcza. Czasem bilet do kina się trafi, a na teatr można wysupłać z portfela.
  7. Nie odbieraj każdego połączenia z nieznanego numeru z nadzieją, że to rekruter z Warszawy i że dadzą dwa razy tyle. Krakowskie chodniki równie dobre, jak i nie lepsze co warszawskie. A wskaźnikiem netto nie mierzy się szczęścia człowieka.
  8. Wieczorami czytaj i daj się gryźć przez komary. Bo to co dobre zawsze przychodzi w akompaniamencie.

_______

Inspirowane trochę życiem, a trochę manifestem z Małokulturalnej.
Polecam obydwa.

24 myśli na temat “Hindusi, bransolety i denary. Czyli (nie)trudne życie w korporacji.

  1. Hodowlasłów

    Taki „hindus” w oderwaniu od świadczenia usług, próby utrzymania rodziny jest bardzo ciepłym człowiekiem albo bardzo zimnym ale tylko i wyłącznie dlatego, że jest człowiekiem a nie dlatego, że jest „hindusem”. Są hindusi biedni i bogaci, są tacy co żyją w przepychu i tacy co sprzątają toalety co rano, są też tacy co stoją na uboczu i żywią się energią słoneczną ba są nawet hinduski obok nich i one robią dokładnie to samo, tylko czytać mogły trochę mniej w życiu ale są ludźmi żyjącymi wedle jakiś reguł, uwarunkowań czy religii i to wszystko wpływa na to jak się zachowują, nazwijmy to życiem.

    Lubię to

  2. Pingback: Jak tam z tymi lamami? | Kałuża pełna mirabelek

    1. Agata Wieczorowska

      Bez Hindusów to nie do końca to. W mojej wcześniejszej korpo (tak tak, mam na koncie więcej niż jedną) też nie miałam HIndusów. Dopiero tutaj „dostałam ich w pakiecie” i poznałam smak tej współpracy. Inna jakość pracy, to na pewno. ;>

      Lubię to

      1. kilkuetatowamama

        Ja tez ‚zaliczyłam’ więcej niż jedno korpo. W sumie z żadnej nie miałam bezpośredniego kontaktu z Hindusami. W obecnej mam bardzo pośredni, ale wiem, że bywa różnie ;)

        Lubię to

  3. yogainstockholm

    Dziękuję za ten wpis! Moją korpo niestety problemy z Hindusami źle fakturującymi faktury w pierwszej połowie roku kosztowały kilkaset tysięcy Euro… Szwedzi udają że nie ma problemu, Polacy jasno stwierdzają, że problemu nie da się zwalczyć… a ja wciąż szukam ludzkiego rozwiązania :)

    Twoja zabawa słowem jest niesamowita i ogromnie wciągająca! Chce się czytać więcej i więcej!

    Polubione przez 1 osoba

  4. Odys syn Laertesa

    „A wskaźnikiem netto nie mierzy się szczęścia człowieka”… Oczywiście że nie! Nie każde dziecko o tym wie, że szczęście się mierzy w PKB* (jednak Hindusi wiedzą :) )

    * Płać Kubo Bogu

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s