Więcej netto niż par butów.

Poza samsungiem masz w ręku wciąż tyle samo i na ręku Ci zostaje. Do netto można dorabiać po godzinach korepetycjami z rumuńskiego, można też tłumaczyć bezglutenowe przepisy kulinarne i instrukcje do glebogryzarek.

Dzwoni telefon. Nie znasz numeru. Telefon zepsuł Ci się na tyle, że nawet nie miałaś jak zadzwonić do serwisu. Okazał się nienaprawialny jakiś tydzień później. Z konta zeszły Ci cztery i pół stówki na nowy. I chociaż to osławiony samsung szrajsung, to ma wszystko czego potrzeba. Jest nawet stylowo biały. W dłoni ostatnio leży lepiej niż kufel zimnego piwa.

Dzwoni. Odbierasz. Znajomy głos. Znajome uśmiechnięte kąciki ust. Ton też znajomy, ale na tym się jeszcze nie łapiesz. Koleżanka z wcześniejszego korpo. Myślisz. Kawa. Piwo. Wyjście nad Wisłę. Już analizujesz, że sandały Ci się rozkleiły i ciężko będzie w nocy na wilgotnych bulwarach wiślanych, więc trzeba będzie wyciągnąć z szafy stare wsuwaki z H&Mu.

Ale ona nie. Nie kawa. Nie Wisła. Mówi, że ma dobre wieści. Myślisz, pierścionek zaręczynowy, dziecko, kot ze schroniska? Nie. Nowa praca. Nowe korpo. Dostała na rękę więcej niż Ty masz par butów. Powiedziała, że za jeszcze jedną parę weźmie. Dali. Dorzucili taki pakiet benefitów, że jakby się dobrze w niego wczytać, to domek letniskowy z basenem i lądowiskiem dla prywatnych helikopterów też jest. Ale mało korzystnie, bo aż na Mazurach. Słyszysz każdy oh i ah, bo głośnik samsunga jest lepszy niż aparat słuchowy dziadka. Ściskasz go w dłoni i masz nadzieję, że przez zduszony będzie trochę słabiej słychać.

Poza samsungiem masz w ręku wciąż tyle samo i na ręku Ci zostaje. Do netto można dorabiać po godzinach korepetycjami z rumuńskiego, można też tłumaczyć bezglutenowe przepisy kulinarne i instrukcje do glebogryzarek. Tylko kto ma na to siłę, kiedy upał taki, że nogi puchną jak dwie purchawki. A w lodówce masz tylko Sobieskiego i arbuza. Nawet nie trzeba nasączać jednego drugim, bo zapity też smakuje.

Co sobie obiecasz, że w tym miesiącu odłożysz z netto, to los uśmiecha się do Ciebie jak szczerbaty pod Lewiatanem. Akurat popsuje Ci się telefon, zgubi pamiątkowa parasolka, albo jakaś długonoga koleżanka wyjdzie za przystojniaka z jachtem i amerykańską wizą.

Ty pierścionków nie dostajesz. Ofert pracy tak samo. Co najwyżej trafi Ci się czasem ulotka w przejściu podziemnym pod galerią. Reklama centrum odchudzania albo szkoły języków obcych. Jakby ojczystego było Ci mało. Wyrzucasz zgniecione ulotki do śmietnika, bo po co się łudzić.

____________________
* Ważne. Żeby nie było.

Zmieniłam ostatnio pracę na nowe korpo. Jestem zadowolona i z pracy i z towarzystwa. Co do płacy, to dementuję, nie zarabiam więcej niż mam par butów, a zamiast butów wolę kolekcjonować książki. Chłopak jachtu nie ma, ale mamy za to stylowy rower Wigry 3. Kiedy akurat nie jedziemy na promocje do Ikei, uczymy się minimalizmu. Arbuza jemy bez akompaniamentu, a alkohol pijemy jak abstynenci. Skupiamy się na tym, żeby być szczęśliwi i wychodzi nam to jak mało co.

** Jedyne co mi doskwiera, to niekiedy za mocna klimatyzacja w pracy. Bo siedzę pod dmuchawą.

*** Chętnie polecę. Praca w fajnym, krakowskim korpo. Uwaga, nie w outsourcingu. O CV uprzejmie proszę pod adres: agata.hiacynta.wieczorowska@gmail.com .

19 myśli na temat “Więcej netto niż par butów.

  1. Mywaytolivelife

    Ojej, zakochałam się w Twoich tekstach! Mają w sobie… odrobinę magii? Są bardzo nietypowe, ale w pozytywnym znaczeniu :) Jeśli mogę nieśmiale spytać, to czym dokładnie zajmujesz się w korporacji..? Nie jest to czysta ciekawość, co po prostu ciągłe poszukiwanie nowych informacji… Mam 17 lat i jestem w trakcie intensywnych rozmyślań nad swoją przyszłością oraz wyborem kierunku studiów, więc szukam jakiś wiadomości na temat przyszłych zajęć gdzie się da… Odmowa oczywiście będzie zrozumiała! :)

    Lubię to

  2. azkabazkan

    Popieram takie podejście i uważam że lepiej jest mieć mniej, bo człowiek cieszy się każdą małą rzeczą. Trzeba oduczyć się szalenczego konsumpcjonizmu, bo zjemy sami siebie.

    Lubię to

  3. Cyfrowo Analogowy

    Niedoceniane w obecnych czasach szczęście ze zwyczajności wspólnego życia utkane… Nie apartament, nie luksusowy samochód, nie wakacje „all inclusive”, a bezcenna świadomość, że wracając do domu spotkamy „Tą” najbardziej wyjątkową z wyjątkowych osób z grona tych miliardów ludzi zamieszkujących Błękitną Planetę… tylko to ma wartość, siłę i znaczenie, a reszta nie warta jest nawet zachodu…

    Polubione przez 1 osoba

  4. haziaj

    Też siedzę pod klimą z tą różnicą że nie działa więc jest uchylone okno które powoduje przeciąg i drzwi na korytarz z łoskotem się zatrzaskują, a poza tym kto by w biurze siedział jak w szerokim świecie tyle do roboty jest?

    Lubię to

  5. mgulietta

    Znajoma zza ścianki między biurkami spotkała dawnego pracownika – przeszedł do innej firmy. Uradowany nie spytał, co u niej, ale „czy wciąż w tym samym bagnie?”. Podniosła dumnie głowę i stwierdziła, że pracy nie zmienia. Czasem chwila dumy przed innymi daje nam siłę, żeby być dumnym przed samym sobą.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s