Zimne Dziady Listopady.

Zimny weekend w Krakowie. Weekend, który udawał jesień. Stąd wrzucam starą ramotkę z listopada.

Był listopad. Od trzech dni przychodził co rano na podwórko. W ciężkich kamaszach i przykurzonym płaszczu. Listopad zziębnięty i nieswój. Mimo to, zdążyła się już zakochać. Rok akademicki rozpoczął się 3 października. Miesiąc temu. Wtedy jej serce było jeszcze wolne. Aż do pierwszych zajęć z portugalskiego.

Był piątek, 4 listopada, wpół do trzeciej. Trwał lektorat. Kasjan tłumaczył jak i po co stosować tryb łączący w portugalskim. Nie wyglądał na lektora języka latynowskiego. Był szkocki w wyglądzie i walijski w obyciu. Nad wyraz wysoki i nieco wymizerowany. Z jasną bródką i zgrabnymi baczkami. Zarośnięty i liryczny. Na uczelni lektor, prywatnie wyśmienity prozaik i niezgorszy poeta. Jego wiersze były znane, ale na tyle offbeatowe, że plasował się jako dumny, acz skromny, reprezentant miejscowej awangardy. Nie był komercyjnym pismakiem, ale twórcą, którego czytać nie było wstyd, a nawet było wskazane.

Kindze imponował jak mało kto. Miała z nim zajęcia od miesiąca, a na palcach jednej ręki można było policzyć ubrania, w jakich pojawił się wieszcz. Na dwóch palcach. Sweter i bluza. Szaro-bure, listopadowe. Poza trendami i spoza epoki. To heroiczne oderwanie od przyziemności i modowy nihilizm pokazywały co jest, a w zasadzie co nie jest, ważne dla Kasjana. Żył ideą i karmił się słowami. Tłumaczyło to wagową miernotę jego postaci, z której jednak biła ta potęga, której nie można osiągnąć zewnętrznością.

Tryb łączący okazał się być trybem pięknym, swobodnym i potoczystym w ustach Kasjana. Grupa lektoratowa składała się z samych dziewczyn, które regularnie, dwa razy w tygodniu, wzdychały i więdły z zachwytów nad młodym poetą. Siedemdziesiąt procent uczestniczek kursu (pozostałe trzydzieści było zdeklarowanymi homoseksualistkami) kochało się w Kasjanie i jego dwóch tomikach wierszy, postmodernistycznych impresjach nad życiem.

Mało która z uczestniczek kursu zwracała uwagę na językowe zjawisko subjuntivo, sprowokowane użyciem szczególnych wyrażeń i słów, tzw. wyzwalaczy. Co najwyżej lesbijska para spod okna zdawała się nie baczyć na epatującego urokiem i charyzmą Kasjana i w skupieniu oddawała się ćwiczeniom gramatycznym.

Przyjemność obcowania z tym wybitnym człowiekiem nie trwała jednak dłużej niż zwykle. Półtorej godziny. Ostatnie komentarze, praca domowa i drzwi do sali otwierały się na oścież, a za nimi czekał już tylko weekend.

Dziewczyny zaczęły wychodzić z sali. Kasjan podążył za grupką studentek, nie dbając o zamknięcie drzwi i odniesienie klucza do portierni. Spieszył się. Zapewne do wydawnictwa. Albo co gorsza w prywatnych sprawach. Kinga, wychodząc jako ostatnia, dyskretnie zdjęła z suchościeralnej tablicy równo zapisane linijki, słowo po słowie. Inaczej się nie dało. Schowała do kieszeni tak, żeby napisane markerem wyrazy zanadto się nie pogniotły i opuściła salę. Pozostawiła białą tablicę groteskowo pustą, jakby zapomnianą i nigdy nieużytą.

Wracała przez ulice pełne kolorowych ludzi, rzucających uśmiechy. Dzieci taplały się w kałużach, a zziajane kundle ochoczo akompaniowały przejeżdżającym rowerom, szczekając w głos. Uczucie spełnienia związane ze słowami Kasjana, posiadanymi na wyłączność, jeszcze ciepłymi w kieszeni płaszcza, towarzyszyło Kindze aż do domu. Od teraz będzie dzielić sekret jego zamaszystego pisma i uczyć się na pamięć wyniosłych sylwetek liter, tych samych, z których układa wiersze. Z bijącym sercem i głową wypełnioną naiwnymi truizmami weszła do domu i sięgnęła do przepastnej kieszeni prochowca.

Zachłannie chwyciła zawartość kieszeni. W dłoni trzymała połamane i pokruszone na kawałki kolorowe świeczki urodzinowe.

40 myśli na temat “Zimne Dziady Listopady.

  1. juliasz

    „Wagowa miernota postaci” w zasadzie zbudowała całego Kasjana. A słowa niemal jak cięte kwiaty – zdarte z tablicy kruszą się i przesypują między palcami. Ale czy nie tego należało się spodziewać, skoro rękopisy nie płoną?

    Lubię to

      1. jacekboss1

        Oj tam wykurujesz się :) . Jak coś zrobię dobrą herbatkę z cytryną i z sokiem malinowym i przywiozę ;) . Pozdrawiam.

        Lubię to

  2. pawlutekk

    Posługuje się Pani bardzo, przynajmniej dla mnie, lekkim i elegancko wyrafinowanym stylem. Wyobraźnia maluje w głowie impresjonistyczne obrazy. Po lekturze czuję się jak po latte, z wyjątkowo puszystą pianką. Będę powtarzał te doświadczenia!

    Polubione przez 2 people

  3. ewawojnarska

    Ale fajnie, że dzięki Pani „polubieniu” mojego bloga trafiłam na Kałużę pełną mirabelek. Będę śledzić kałużę i mirabelki z kochanego Krakowa, gdzie spędziłam piękne licealne lata. Teraz mieszkam w Warszawie, która też ma masę uroku, ale jednak innego ;-)

    Polubione przez 1 osoba

  4. kolorowooka

    przypomina mi się mój Lektor hiszpańskiego, wglądał jak szkot, ubierał się jak walijski Angol, a gusta miał francuskie ;-P i nie nie był psychopatą choć czasem można się było zastanawiać

    Polubione przez 1 osoba

  5. Odys syn Laertesa

    Hmmm… Po tym jak udało Ci się odmalować wielkość tego mizeroty zastanawiam się nad rozwikłaniem tajemnicy siły tych „postmodernistycznych impresji nad życiem” by samemu spróbować ;)
    Słowem – niemal mnie przekonałaś :P (co znaczy okrężnie że wpis jest bardzo autentyczny i że masz talent)

    Polubione przez 1 osoba

  6. papugazusa

    Lubię blogi filologów, to takie audi w klasie samochodów. Choć podobno to nie jest wielkie wyróżnienie bo, jak mój mąż twierdzi, wszyscy blogerzy to psychopaci. Witaj zatem w klubie Agato :)

    P.S. Z których artykułów jesteś najbardziej dumna? Które 3-5 podałabyś jako swoją wizytówkę?

    Polubione przez 2 people

    1. Brunon Bierżeniuk

      Ha! To dobre. Wnosząc po samym sobie, nie wierzę, że Bloger nie jest równocześnie w jakimś stopniu socjopatą. Czy psychopatą, tego już nie jestem taki pewien…
      Wpisy chłonę jeden za drugim. Bardzo interesująca wyobraźnia, dobry język. Razi jedynie gęsty makaronizm czasami (opinia ogólna o blogu), ale polska język, trudna język… Na poważnie jednak, jestem starym grzybem i nie rozumiem mody na pchanie wszędzie angielskiego z lenistwa, gdy mamy wspaniałe odpowiedniki w języku ojczystym.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Brunon Bierżeniuk

        Fakt, że jak na filologa pilnujesz się. Jestem pod tym względem przeczulony, przyznaję. Tym bardziej, że angielszczyzna w polskim biznesie już nikogo dzisiaj nie rusza. Parę kroków od domu – bar bistro. Na szybie hasło: „feed your soul”, wielkimi literami. Ja się pytam: Co, po polsku brzmi gorzej, koślawo, obciachowo? Eh.

        Lubię to

  7. zwyczajnybajzel

    „Był szkocki w wyglądzie i walijski w obyciu. Nad wyraz wysoki i nieco wymizerowany. Z jasną bródką i zgrabnymi baczkami. Zarośnięty i liryczny.” <3 po samym opisie ja również do niego wzdycham. Mężczyzna – ideał.
    Ja pod każdą twoją notką mogę pisać to samo: uwielbiam Twój styl. No świetnie mi się to czyta, wchodzi dobrze, rezonuje, pobrzmiewa. Uwielbiam!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s