Święta. Jak nie pozjadać się nawzajem. A pozjadać babki i mazurki.

Idą Święta. Ale bardziej jakby Boże Narodzenie niż Wielkanoc. Wielki Czwartek. Korporacja. Opustoszały open space. Śnieg wali w korpo okno jak pospolity żul, dobijający się o drobne. Nie ma w tym magii, zapachu piernika w powietrzu, dźwięku kolędy w uchu.

Poczucie nieadekwatności wisi w powietrzu. Skołowani ludzie snują się po spejsie nucąc pod nosem „Jezus Malusieńki”. A jednak nastrój się udziela. A potem siadają, podwijają rękawy i księgują. Na biurkach prężą się czekoladowe zające. Dwa w jednym. Świąteczna fuzja. Bo teraz fuzje takie w modzie.

Tak sobie myślę, że święta są po coś. I żeby tego czegoś nie przegapić. Nawet jeśli będziemy iść z koszyczkiem do święcenia, z którego będą wystawać plastikowe zajęcze uszy. A sami będziemy wyglądać jak bałwany ze śniegu na urlopie. My w tym roku spóźniliśmy się trochę ze świętami. Nie zdążyliśmy. Nie zerwaliśmy w porę kartki z kalendarza. Na balkonie zalega bożonarodzeniowa choinka. Nota bene, nieźle się trzyma. Robi za ponadczasowy przyczółek rodzinności i tradycji na naszym miejskim, poza tym pustym balkonie. Dostojne uniwersum. Poza tym gonimy kalendarz i gonimy kilometry.

Święta mogą być trudne. Statystycznie są zaliczane do jednych z bardziej stresujących wydarzeń w roku. Dużo się pisze o rodzinach patchworkowych w kontekście świąt i jak tam się wzajemnie nie pozjadać. A za to pozjadać ze smakiem babki i mazurki w patchworkowym towarzystwie. Ale nie tylko rodzina patchworkowa to rodzina wyższego ryzyka konfliktu, na który można się nadziać w święta, jak na zakalec w cieście. W tradycyjnej rodzinie też trafi się zakalec.

Dobrze byłoby być w święta zwierzakiem domowym. Dajmy na to, kotem. Siedzi taki pod stołem, ewentualnie lawiruje między nogami jedzących. Sypią się smaczne kąski. Sypią się głaski. Czuje się kochany i zauważany. Mruczy i furka. Pupilek domowników i gości. A jak ta miłość i uwaga mu się przeleją, zawsze może je zwymiotować na boku. Bo to takie kocie. I uchodzi. I tłumaczyć się nie trzeba. A i głaski znów się posypią przy nadążającej się okazji.

Święta mogą być trudne. Mogą być też piękne. Liczę w tym roku na dobry balans między jednym i drugim. I że, wracając ze świąt, nie będzie mi się śnić w pociągu, że jestem kotem swoich rodziców.

17 myśli na temat “Święta. Jak nie pozjadać się nawzajem. A pozjadać babki i mazurki.

  1. Szymon Qavtan Furmaniak

    Jak się nie pozjadać? Młynarski dobrze śpiewa „Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę” ;-)

    Ja wyjechałem, sprzątałem chwilę po powrocie. Po śniadaniu wychodziłem w góry, na obiad się spóźniałem. Cóż, nikt się nie pojadł, było chyba trochę wyrozumiałości, niezauważonych głębokich westchnień, ale przeżyliśmy. Ja jestem zadowolony.

    Polubienie

  2. jukkasarasti

    Normalnie choć mało świątecznie minęła mi ta Wielkanoc. Tylko nas czworo – dokładnie tak, jak w domu rodzinnym przywykłam. I jak sobie cenię. I bez gorączki porządków… cóż, wystarczyła gorączka Dzieci z nawracającym zapaleniem ucha. Tak więc zamiast siebie nawzajem, zjadaliśmy babkę i mazurka (i jedno i drugie w liczbie pojedynczej – wszak liczy się jakość nie ilość ;-) a nie, ilość też się liczy – im mniej tym lepiej… zjedzonych kilokalorii).

    Polubienie

  3. Alchemik

    Prawie że relaks, spokojne bezstresowe święta, zamiast pisanek odmalowałam prawdziwe dzieło sztuki na z lekka przybrudzonym suficie, coś w rodzaju Jezuska w ogrodzie psychodelicznym ( bo mnie zirytował swoją szarością), a dlaczego spokojnie ? Może to przez tę chwilę artyzmu spontanicznego, albo że dałam sobie święty, wręcz odświętny spokój z wszystkim co związane jest ze słowem „musisz”, „trzeba” , „tak powinno być”, „kto idzie z koszyczkiem” – a cha – nikt , ok ;) …. pozdrawiam serdecznie

    Polubione przez 1 osoba

  4. Martin Daire

    Już po, więc na życzenia za późno, ale mam nadzieję, że święta minęły spokojnie, a sny w pociągu były barwniejsze niż pisanki ;).

    Polubienie

  5. parzydelko

    Ja swój świąteczny obowiązek wykonałam, na eksa nawrzeszczałam jak przystało na damę z klasą, zaraz jakoś tak mi się lepiej zrobiło ;) a i jemu się spowrotem w głowie dobrze poukładało, najwyraźniej babski krzyk to forma terapii dla zbłąkanej męskiej duszy, która od 20 lat myśli, że nadal ma 16 wiosen na karku :P
    Świąteczny nastrój wyczuwalny, jedzonko dobrze pachnie, w domu była molestacja o to kto pójdzie z koszyczkiem, zaraz wiadomo co się dzieje :) a kotu jak to kotu..zazdrościć trzeba zawsze.

    Polubienie

  6. Sylwia V.

    Czy ja wiem czy rodzina patchworkowa jest trudniejsza niż rodzina zwykła, klasyczna powiedzmy? Chyba bym się spierala… Myślę, że może bądźmy dla siebie dobrzy w Wielkanoc, dla siebie, myślę o sobie… wtedy też nie będziemy tak patrzeć przez lupę na innych, bo nas uwierz za bardzo własny kamień w bucie… I nie dajmy się wkręcić w opary zamieszania Wielkanocnego… I wtedy jakiś przeżyjemy, bez większych zadrapan… Pozdrawiam…

    Polubione przez 2 ludzi

  7. Tochybaomnie

    Bardzo fajnie :) no ja też jakoś tych świąt nie czuję. Cieszę się natomiast na spotkania z rodziną, chociaż wiem, że bywa trudno i dlatego czasem zdarza mi się po prostu upić na takiej rodzinnej biesiadzie. A kotem to mogłabym być tak na co dzień, a co! :)

    Polubione przez 3 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s