Kurz, słońce, kichnięcie. Czyli życie w czasach materii organicznej.

Jedziemy rano do pracy zapchanym autobusem. Mieszkamy na przedmieściach. Bo tam czystsze powietrze, wiatr hula między blokami i rozwiewa opary miasta. Nasza praca mieści się gdzieś na antypodach. Po drugiej stronie aglomeracji najeżonej blokowiskami i wieżowcami jak szkolny jeż kredkami. Za kilka rond, za kilka skrzyżowań, za kilka przesiadek będziemy u celu.

W autobusie ludzie szturchają nas wszystkimi kończynami. A starsi pasażerowie też laskami i kulami. Jest duszno, bo okna się nie otwierają, a na klimatyzację jeszcze za wcześnie. Przecież dopiero koniec marca. A my i tak wyciągamy z torby książkę. Sfatygowany horror kupiony na straganie pod dworcem. Od dziewczyny z dredami i piercingiem w wardze. Stephen King. „Miasteczko Salem”. I wśród tych wszystkich kończyn i poszturchiwań rozginamy książkę, odnajdujemy wśród kartek lichą zakładkę. Tekturowy kartonik z Bershki. I wciśnięci gdzieś między kasownik a biletomat wracamy do lektury.

Wysiadamy i tak dwa przystanki wcześniej niż przystanek docelowy. Bo pasażerowie napierają na nas jak naćpani weganie na zamknięcie McDonalda. I maszerujemy jeszcze 20 minut. Wśród buchających samochodowych spalin. Grzmotów klaksonów. Dzwonków rowerów. Szeroka gama dźwięków ulicy. Kurz osiada nam na płaszczu. Słońce odbija się od okularów. Oko łzawi. Jeszcze więcej Słońca. Kichamy. Apsik! Nawet nie mamy chusteczki w kieszeni. Tylko klucze, pokruszone ciastka i jakieś starawe gumy do żucia o twardości kamienia. Do pracy docieramy trochę po czasie. I trochę nie pierwszej świeżości. Codzienność w całym bogactwie.

À propos rozpadu znanej przez nas rzeczywistości czytałam ostatnio artykuł o nowej książce Dukaja, „Starość Aksolotla”. Książka ukazała się w formie e-booka. Jest dostępna na Allegro w cenach już od 10 pln. I to już od marca. W czym rzecz? W tym, że tekst jest dostępny tylko i wyłącznie w formie e-booka. Został wzbogacony w makiety robotów gotowe do wrzucenia w drukarkę 3D. Zaawansowany technicznie akompaniament historii. Poza tym: odnośniki do trailerów i stron internetowych. Bardzo bogaty hipertekst. Futurystyczna składanka jak z powieści Lema.

Nie śmiem wątpić w zamysł artystyczny i wartość merytoryczną prezentowane przez tekst. I wierzę, że jest on wart całego zamieszania marketingowego wokół. Książka ma działać na zasadzie harmonijnej jedności w warstwie treści i formy. Obie są silnie futurystyczne.

Na Ziemi zniszczona zostaje cała materia organiczna. Dzieje się to za sprawą fali neutronowej. Ginie wszelkie życie, nawet baterie na dnie oceanów. Książka, będąca materią organiczną, także odchodzi w niebyt. Stąd taka a nie inna forma tekstu.

Garstka ludzi zdąża w porę wyeksportować swoją świadomość do komputerów. W ten sposób ratują się przed zagładą. Z czasem podejmują próby ucieleśnienia i budują roboty, w które mogą wyeksportować swoją świadomość. Roboty wieczorami chadzają do knajpy i piją wódkę. Prowadzą towarzyskie small-talki. Inscenizują życie jakie toczyło się na Ziemi za czasów istnienia materii organicznej.

E-booka nie czytałam, więc nie będę szerzej komentowała jego treści. Zaskakujące jest jednak to, że już po samym przeczytaniu artykułu Macieja Jakubowiaka „Śmierć Książki” zdałam sobie sprawę, ile wartości mają pewne codzienne, prozaiczne czynności. Takie jak poranna droga do pracy. Polecam artykuł. I polecam życie.

12 myśli na temat “Kurz, słońce, kichnięcie. Czyli życie w czasach materii organicznej.

  1. Karol Krzyżosiak

    Przypuszczam, że tytuł dzieła Dukaja nawiązuje do „Aksolotla” Cortazara;
    chodzi o pewną zamianę ról pomiędzy człowiekiem a uroczym zwierzątkiem,
    zamieszkującym akwarium. To jakby dusza przedarła się przez ekran monitora.
    Pomysł wydaje się ciekawy, choć nie należy do rzeczy, których bym chwilowo
    pożądał.
    Za to „Miasteczko Salem”, King w ogóle – to moje ciepłe wspomnienia z lat szkolnych!

    Lubię to

  2. zetzero

    Jedno nie wyklucza drugiego. E-book Dukaja może trafić na rynek w formie papierowej i pewnie tak będzie. Tu została odwrócona kolejność. Zapewne są też książki dostępne pierwotnie jako audiobooki. Bywa, że scenariusze filmowe przemieniają się w powieści. Wiadomo, medium jest też treścią.

    Lubię to

  3. jukkasarasti

    Miasteczko Salem Kinga czytałam dawno, dawno temu. Ale chyba inne niż to, które Ty czytasz, bo to czytane przeze mnie to był horror. Taki bardzo klasyczny horror, bez wątków kryminalnych…
    Starość Askolota kupiłam. Bo mnie skusiła cena. I nowatorskość formy. Gorzej, iż o tym, że Dukaj świetnym pisarzem jest wiem tylko stąd, że tak o nim czytałam, więc z pewną taką nieśmiałością podchodzę do jego twórczości.
    Książki drukowane kocham. Tylko już nie patrzę z przyjemnością na moją biblioteczkę od kiedy dwie półki nie wytrzymały i zastrajkowały. Teraz stoi na każdej z nich po jednym rzędzie książek a reszta biedactw nie może sobie miejsca znaleźć. Więc wolę kupować e-książki. W razie czego łatwiej dokupić miejsce na dysku niż w mieszkaniu…

    Lubię to

  4. Wombat

    Doceniam pomysł Dukaja, zarówno jeśli chodzi o wykonanie, jak i treść… I takie tam. Z nowymi technologiami też się lubię. Ale patrzenie na swoją listę ebooków ni cholery nie sprawia mi takiej przyjemności jak półki pełne książek. Lubię przestawiać je, układać, przeglądać, dotykać, wąchać i cieszyć się fakturą papieru. Może zostało mi z czasów, gdy jeszcze czytać nie potrafiłam, ale bawić się książkami – owszem. A może to jakieś inne zboczenie… Dalej – jestem bardziej bibliofilem niż gadżeciarą (;

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s