„Nowy Wspaniały Świat” Huxley’a. Czy taki nowy?

Rok 2015. Styczeń. Ludzie rzucają na tablice na Facebooku informacje o postanowieniach noworocznych jak karnawałowe konfetti. Że zakładają „słoik szczęścia”, czyli wielki słój, do którego codziennie wrzucają zwiniętą karteczkę z zapisanym pozytywem z danego dnia. Od uśmiechu sąsiadki po awans w pracy.

Kolejnym rekordzistą wyświetleń jest fanpage „Przeczytam 52 książki w 2015 roku”. Jedną tygodniowo. Czyli trochę jak na polonistyce. Tutaj i ja „skliknęłam” swoją partycypację. Jest połowa lutego, a ja tymczasem zamykam szeregi, przeczytawszy dopiero drugą w tym roku pozycję. A bo korpo, a bo przeprowadzka, a bo sprzątanie lodówki wiszące nad nami jak miecz Damoklesa.

Miecz wisi dalej. Szkoda, że wśród pajęczyn. Bo za naszą lodówką kręcono pierwszą część „Spidermana” (2002). Tę ze słynną sceną pocałunku do góry nogami z Kirsten Dunst. Produkcja powstała, szkoda tylko, że planu filmowego nie uprzątnięto.

Zatem „Spiderman” w tle. Lodówka spowita pajęczynami jak gnijąca panna młoda, a ja z książką na skórzanej kanapie. (Tak, wystrój mieszkania to meble randomy i przypadkowe figurki z czterech stron świata).

Książka skrojona jak marynarka na kilka sezonów.

Krótko i na temat, bo o Huxley’u pisano już wiele, a o jego „Nowym wspaniałym świecie” w szczególności. Sięgnęłam po egzemplarz nie bez poczucia wstydu. Jako absolwentka Filologii Angielskiej (w dodatku stypendowana), powinnam była przeczytać ją lata temu. W oryginale. Łykam mój wstyd jak niepowlekaną witaminę C i łapię się za Huxley’a.

Powieść w tłumaczeniu Bogdana Barana. Czasami kłuje archaicznymi zwrotami. Przykładowo, nie zdarza się, żeby bohater otworzył drzwi. On je, co najwyżej otwarłOtwarł, nie jest ani formą niepoprawną, ani krakowskim regionalizmem, ale formą starszą, pochodzącą od archaicznego czasownika odewrzeć. W „Nowym Wspaniałym Świecie” drzwi są więc odwierane. Ale że i powieść i tłumaczenie pozostają zamknięte w klamrę XX wieku, to wybaczamy Baranowi tę z lekka archaizująca formę. Jakkolwiek protekcjonalnie to brzmi. Ale to z powodu nazwiska.

Ale rzecz nie o tłumaczu. Książka jest dobra. Z całą pewnością nie zachwyca tak jak w 1932, kiedy wydano ją po raz pierwszy. Aluzje i motywy okołopolityczne z tamtego czasu też zdążyły się już porządnie zdefasonować jak niemodna marynarka. Modna, czy nie modna, jeśli klasyczna, to zawsze cieszy oko.

Embriony jak słoiki Nutelli.

Huxley cieszy do dziś. Swoją antyutopię buduje na przekonaniu, że nierówności i niewolnictwo społeczne nie są nadużyciem, jeśli nikt nie zdaje sobie z nich sprawy. I na tej zasadzie skonstruowany jest cały tytułowy świat.

Ludzie przestali być żyworodni. Dzieci się już nie rodzi, ale butluje w słoikach, które przesuwają się na taśmie produkcyjnej niczym słoiki Nutelli. Po drodze, embriony są ostrzykiwane szczepionkami, wzmacniaczami kości, przyspieszaczami wzrostu. Embriony przeznaczone do życia w kaście wyższej, Alfy, Alfy +, Alfy ++ są poddawane tylko pozytywnej obróbce embrionalnej. Delty, Gammy i Ipsylony poddawane są po drodze śmierci tlenowej, ostrzykiwane alkoholem, umyślnie hamowane w rozwoju. Przez to schodzą ze swojego potencjału IQ i karłowacieją. Butlowanie embrionów brzmi trochę jak przycinanie i krzyżowanie drzewek celem uzyskania np. sosny karłowatej, którą można potem kupić w Obi.

Jak nie kijem go to pałką. A już najlepiej biczem.

Huxley nie przedstawia kastowości w dramatyczny ani moralizatorski sposób. Narrator jest obecny w powieści na tyle na ile musi zaistnieć jako niesprecyzowany głos snujący narrację. Podobnie Bóg. Bohaterowie, odkrywając z czasem tę zapomnianą część dawnej cywilizacji, nie są w stanie określić, czy w wierzą w Byt Wyższy, czy nie. Sam koncept jest dla nich tak obcy.

Podobnie sama obecność Boga w opowiedzianej historii. Huxley ani nie włożył go w karty powieści, ani go nie wyciął ze świata przedstawionego. Dziki, poza Indianami w rezerwacie, jest jedynym, który wierzy w boską obecność. Przenosi się do zapomnianej latarni morskiej i kontempluje widok rozpościerający się z okien nie tylko jako dzieło Boga, ale też jako jego czystą obecność. Jest więc jedynym i nieświadomym terminu Panteistą powieści.

Panteistą, ale też i szaleńcem. Biczuje się, karząc tym samym za „grzeszne myśli” związane z Leniną, swoją ukochaną. Jakkolwiek jest nieskażony cywilizacją w nowoczesnym rozumieniu tego terminu, równie mocno jest spętany indiańskimi przekonaniami odnośnie czystości, samoumartwienia i wstrzemięźliwości seksualnej.

Jak nie kijem go to pałką. A już najlepiej biczem. Z jednej strony taksohelikoptery i zaawansowane technologicznie czuciofilmy. Z drugiej kompletny brak kodów cywilizacyjnych, samotne życie w latarni morskiej i biczowanie się na samą myśl o pożądanej kobiecie.

Bo są szaleństwa, w których nie ma metody.

W powieści nie ma zdrowego podejścia, nie ma złotego środka. Bo zdrowie psychiczne czy higiena psychiczna nie istnieją. Świat został przedstawiony w całej swej rozciągłości jako wynaturzona groteska. A kompletne niezrozumienie obydwu zderzonych ze sobą światów tylko uwydatnia ten żart ontologiczny.

Żeby oddać cześć tłumaczowi, którego nazwisko z lekka obśmiałam kilka akapitów temu (mea culpa) warto wspomnieć, że w posłowiu do powieści zaznacza on, że w powieść jest jednak niejako wpisana trzecia droga. Zesłanie na archipelagi. Odosobnienie, ale nie w samotności, szaleństwie i samoumartwianiu, jakie zgotował sobie Dzikus w latarni morskiej, ale w kultywowaniu bardziej tradycyjnego modelu życia.

Po latach Huxley uwierzył w możliwość wyboru zdrowia: trzecim wyjściem jest archipelag wysp zesłania na którym samorzutnie zawiązuje się „normalne” życie, Dla powieściowego świata przedstawionego pociecha płynie stąd prawie żadna. (Huxley 2010, s. 252)

Baran zwraca tutaj uwagę uwagę na kolejną ważną rzecz. Brak podziału na czarne i białe. Historia jest po prostu opowiedziana czytelnikowi. Huxley darował sobie wszelkie moralizatorskie treści i, dzięki temu, nie ocenia moralnie nikogo, ani niczego. To jeden z powodów dlaczego książka pozostaje uniwersalna. Czytelnik w XXI nie sięgnąłby po książkę, w której by go pouczano czy moralizowano. Po to są kościoły. Nieobecne w powieści.

Replay z antyutopii.

Powieść jest dobrze skrojona. Stworzona na naprawdę solidnym warsztacie pisarskim. Jest jak dobrze namalowany obraz. Porządnymi pędzlami, na dobrym płótnie i przez renomowanego malarza. Ale pozostaje obrazem, który człowiek XXI wieku oglądał nie raz. To przecież kolejna antyutopia, których tak dużo serwuje nam kino. „Equilibrium” (2002) „Wyspa” (2005) „Dawca Pamięci” (2014). To tytuły zaserwowane z największym rozmachem.

Ale to Huxley był pierwszy ze swoim antyutopijnym makrokosmosem. Ta świadomość jest pokrzepiająca przy lekturze powieści. I to właściwe słowo. Niewiele zmienia to bowiem w percepcji czytelnika, który jest przestymulowany filmami z tego gatunku jak mieszkaniec Huxleyowskiego Londynu somą.

Po prostu. Nie ma sensu klękać przed kanonem, tylko po to, że tak wypada. Uważam, że książka jest dobra, ale przetworzona na tyle sposobów, że ta wielość, siłą rzeczy, odziera Huxley’a z jego geniuszu. Bo geniusz w naszych czasach przestał być ponadczasowy.

Aldous Huxley, Nowy wspaniały świat, przeł. B. Baran, Warszawa 2010, MUZA SA.

5 myśli na temat “„Nowy Wspaniały Świat” Huxley’a. Czy taki nowy?

  1. jukkasarasti

    Huxley nie był pierwszy. Pierwszy był Zamietin. Ale tego bym nie wiedziała, gdybym kiedyś nie rozmawiała gdzieś na forach o moich ukochanych antyutopiach.
    Czytałam dawno… gdzieś tak w licealnych czasach. Nie zakochałam się, bo pierwszą moją miłością był Orwell i jemu jestem wierna do dziś. Ale ja nie o nim. Czytałam gdzieś całkiem niedawno, że Nowy wspaniały świat jest utopią. Sama z siebie bym na to nie wpadła, ale jak już ktoś za mnie to zrobił, to się nad tym zastanowiłam. I doszłam do przekonania, że coś w tym jest, bo czy ktokolwiek w tym Nowym Wspaniałym Świecie jest nieszczęśliwy?

    PS. Ja postanowień książkowych nie czynię. Czasy, kiedy czytałam powyżej 100 książek rocznie to już dawno przebrzmiała przeszłość.

    Polubienie

  2. Paweł

    Ciekawie przedstawione, ale po co obdzierać króla z szat tylko dlatego, że ktoś zaprojektował na jego modłę lepsze wdzianko, bo dziś modne? Nie czytałem, a teraz przeczytam.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s